sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 8



Przez tą całą akcję z policją, na śmierć zapomniałam o aucie. Będę musiała napisać do Malika o poproszenie swego kolegi, aby po niego jakoś podszedł i zabrał spod komisariatu mój skarb. Chociaż w sumie, może lepiej, żebym osobiście go poprosiła, mimo że wcale nie jest mi to na rękę. Jednak muszę przyznać, że gdyby nie on, to nawet nie chcę myśleć, jakby się to wszystko potoczyło. Tylko, co on takiego zrobił, że mundurowy był w stanie mu uwierzyć w tą bajeczkę o rodzeństwie? Nie wierzę, że był na tyle naiwny, że kupił to kłamstwo na ładne oczy. No cóż, może kiedyś się dowiem.
Ciągle myślałam o chłopcach z sąsiedztwa. Znam już trzech i do każdego mam inne podejście. Z tego co zdążyłam zauważyć, to każdy ma swoją własną osobowość, ale dopełniają się idealnie. Nie poznałam jeszcze pozostałej dwójki zespołu, ale wcale tego nie żałuję. Może, gdyby były inne okoliczności, Liam mnie nie zostawił i przedstawił mi ich wszystkich, gdy byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, być może nawet bym ich polubiła. Myśląc o jednym z nich, kąciki ust same pragną się unieść ku górze, a rumieńce zalewają policzka.
Zayn jest moim dobrym kolegą, ale gdy nie dawał znaku życia, podczas promocji płyty, odczuwałam brak jego obecności. Nie wiem jak to określić, ale gdy jestem przy nim, to czuję się bezpiecznie i wiem, że nic mi przy nim nie grozi. Zawsze potrafi mnie rozbawić, ale także wysłuchać i wspierać. A dziś, gdy wszedł do auta, uśmiech automatycznie zagościł na mej twarzy. Miałam go nienawidzić tak, jak resztę osób, ale nie dał mi szans na to. Powinien chyba prowadzić poradnik: "Jak przekonać do siebie ludzi w mniej niż tydzień.". Na pewno zarobiłby na nim miliony.
Ale niestety, teraz przychodzi kolej na osobę, która mnie zraniła. Liam. Ciągle mam mętlik w głowie. Był moim najlepszym przyjacielem, nic nie miało prawa nas rozdzielić. A jednak myliłam się i to bardzo. Tak naprawdę, to powinnam winić samą siebie za tą dwuletnią rozłąkę. Ale czy mogłam się obwiniać za to, że, dzięki udziałowi w programie, osiągnął karierę? Przecież nikt mu nie kazał zrywać ze mną kontaktu. Jakoś Zayn dalej spotyka się ze znajomymi z rodzinnego miasta. Dlatego nie rozumiem, co się stało, że nagle przestał dzwonić, pisać i odbierać telefonu. Jednak z drugiej strony, może nie chodziło o mnie. W końcu, od czasu mojej przeprowadzki i ich powrotu, ciągle stara się zwrócić moją uwagę i jest mu przykro. Tylko, że straciłam do niego zaufanie i już nie wiem, co jest prawdą, a co kłamstwem. Wiem, że kiedyś będę musiała przeprowadzić z nim poważną rozmowę, ale póki co, nie jestem jeszcze na nią gotowa.

Obróciłam się na drugi bok. Zegar wskazywał godzinę 3.23, a ja dalej nie mogłam zmrużyć oka, a to wszystko przez mętlik, który panował w mojej głowie. Nagle dobiegły mnie wrzaski i śmiechy z zewnątrz. Leniwie podniosłam się z łóżka i udałam przed okno. Ledwo powstrzymałam wybuch śmiechu, gdy zobaczyłam to, co się tam działo. Zayn, Liam i chłopak w loczkach wyciągali z taksówki Tomlinsona i blondynka. Ten ostatni nie chciał iść, ciągle wołał, żeby mu dali jakiegoś Kevina, bo chce go zjeść. Natomiast Louis wymachiwał przed nim żałośnie rękoma, a reszta starała się go uspokoić.
Rozbawiona zachowaniem sąsiadów, wyszłam z pokoju i zeszłam po schodach do kuchni, by napić się soku. Jakby nie patrzeć, to nie skłamałam policjantowi tak bardzo, bo rodzice naprawdę pojechali do babci i znów jestem sama, w tym wielkim domu. Wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy i nalałam do szklanki z flagą brytyjską. Wychodząc z pomieszczenia o mało bym się nie zabiła.
Na panelach w holu znajdowała się ogromna tarantula. Wystraszona zaczęłam się wydzierać i pierwsze, co mi wpadło do głowy, to ucieczka. Oczywiście nie mogłam sobie nawet poradzić z tak błahą sprawą, jak otworzenie drzwi, co sprawiało, że nagle łzy popłynęły po mych policzkach. Gdy w końcu mi się to udało, nie patrząc przed siebie, miałam zamiar rzucić się biegiem za próg. Jednak nie było mi to dane, gdyż wpadłam w jakąś postać i upadając, skończyłam na nieznajomym.

- Co jest grane? - Wybełkotał szatyn, który chichrał się w najlepsze.
- Ty się mnie pytasz, co jest grane?! - Oparłam się rękami o jego klatę. - Co Ty robisz przed moim domem? - Spytałam, ocierając łzy.
- Właściwie, to nie wiem. - Gdy dostrzegł, co właśnie robię, spoważniał. - Ej, mała, co jest? - Otarł kciukiem ostatnią łzę, która spłynęła po policzku.
- Po pierwsze,: nie Twój interes - otrząsając się, podniosłam z miejsca i stanęłam naprzeciw chłopaka. - Po drugie: ręce przy sobie! A po trzecie, to mała może być Twoja pała. - Skrzyżowałam ręce, a szatyn zaniósł się śmiechem.
- Muszę przyznać, że to było dobre. - W końcu stanął obok mnie. - Harry. - Wyciągnął rękę w moją stronę.
- Co mnie to obchodzi? - Wystawiłam mu język, a ten tylko się zaśmiał.
- W takim razie, co mnie to obchodzi... - Poruszał zalotnie brwiami. - Powiesz mi czemu tak uciekałaś z domu?
- Skoro musisz wiedzieć, w holu jest ogromna tarantula, a ja panicznie boję się pająków. - Wykrzywiłam usta w grymasie, a ten cały Harry ucieszył się jak jakiś głupi.
- Steven jest tutaj? - Nie czekając na moją reakcję, wbiegł do mojego domu. - Steven, tutaj jesteś, skubańcu. - Zszokowana podążyłam za sąsiadem i jak się okazało, trzymał w dłoni pająka.
- Ugh... To Twoje? - Podeszłam pod schody, by zachować bezpieczną odległość.
- Oczywiście, że tak. Mój skarbek - głaskał to obrzydliwe stworzenie, jakby był słodkim kotkiem lub Labradorem.
- W takim razie zabierz to do siebie i pilnuj następnym razem.

Chłopak zapewniał, że więcej go nie zgubi i opuścił mój dom. Zamknęłam za nim i pewna, że już zasnę, odniosłam szklankę do zmywarki, po czym wróciłam do swojego pokoju. Jutro na pewno nie będę w stanie obudzić się na zajęcia do szkoły.


*Cztery dni później*

Nadszedł dzień wielkiego wydarzenia dla fanek tego zespołu z sąsiedztwa. Tak, to właśnie dziś jest mecz charytatywny, w którym bierze udział Louis. On sam także, gdy przywiózł moje auto, wręczył mi dwa bilety, za które zapłaciłam Zaynowi parę dni wcześniej. Właśnie jesteśmy w drodze do Doncaster. Niestety ani ja, ani Vanessa nie możemy już być kierowcami, także musiałyśmy poprosić jej tatę o zawiezienie nas.
Cały czas myślę o Liamie. Co będzie, gdy go dziś spotkam? Jak zareaguje? Chciałabym to wiedzieć. Przychodzą chwile, że chcę mu wszystko wybaczyć, przytulić się do niego, ale zaraz potem przypominam sobie, przez co przechodziłam, gdy go nie było. Wtedy zawsze spuszczałam wzrok na pokaleczone nadgarstki.

- Rachel, słyszysz, co do Ciebie mówię? - Z zamyśleń wyrwał mnie głos Van.
- Słucham? - Spytałam zdezorientowana koleżankę, która wychylała się w moją stronę z przedniego siedzenia.
- Pytałam, co sądzisz o tym całym Tomlinsonie. Jak myślisz, bardzo kaleczy nasz ulubiony sport? - Zastanawiałam się chwilę nad pytaniem blondynki, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
- Może - odpowiedziałam wymijająco, gdyż coś mnie powstrzymywało przed powiedzeniem złego słowa o tym chłopaku. - Daleko jeszcze? - Szybko zmieniłam temat.
- Już dojeżdżamy. - Odezwał się pan Allen, a w przednim lusterku dostrzegłam, jak posyła uśmiech w moją stronę.

Gdy wreszcie dojechaliśmy pod stadion, Vanessa umówiła się z tatą, że zadzwoni do niego zaraz po meczu. Współczułam mu trochę, gdyż musiał poświęcić swój czas i samotnie zwiedzać okolice Doncaster. Z telefonem w ręku, podążałam ku wejściu. Przez ostatnie 10 min sms-owałam z Zaynem, co nie bardzo podobało się przyjaciółce, gdyż jak stwierdziła, nie poświęcam jej swojej uwagi.

- Miejmy już to za sobą. - Van chwyciła mnie pod rękę i razem udałyśmy się do bramek.
Pożegnałam się z Zaynem i schowałam telefon do torebki. Trochę zdziwiło mnie i Vanessę, że przy naszych bramkach stoi tak mało osób, a inne zajmują niekończące się kolejki. Jednak nie przejmując się tym zbytnio, zostałyśmy przeszukane przez ochronę, a następnie wolnym krokiem udałyśmy się na nasze miejsca.

- No dobra, to jest dziwne. - Podsumowała przyjaciółka, gdy zajęłyśmy już miejsca. - Co ten Tomlinson dał Ci za bilety? – Pytała, wskazując na naszą i przeciwną trybunę.
- Z tego co zdążyłam zauważyć, wnioskuję, że przeciwnej drużyny? - Nie byłam pewna tego, co mówię, ale fakty mówiły same za siebie.
- Przynajmniej nie musimy udawać, że mu kibicujemy. - Vanessa się ucieszyła i wystawiła rękę, bym przybiła jej piątkę, co też uczyniłam. - Patrz, Zayn! - Trąciła mnie ręką, bym spojrzała na przeciw nas. Stał na boisku z resztą kolegów z zespołu.
- Widzę, i co z tego? Przecież mówiłam Ci, że już jest. - Wzruszyłam ramionami obojętnie, a dziewczyna pokręciła głową, jakbym powiedziała coś głupiego.
- No to może napisz do niego i spytaj, co jest grane? - Rozłożyła ręce, jakby to była jakaś oczywistość.
- Em... Ok.

Napisałam sms'a do przyjaciela z pytaniem, nurtującym mnie i blondynkę, która właśnie popijała Pepsi. Widziałam jak chłopak czyta wiadomość, a następnie patrzy w naszą stronę. Gdy nas dostrzegł, wzruszył tylko ramionami, by nikt się nie domyślił, z kim się stara porozumieć.
- No to nie za wiele się dowiedziałyśmy. - Podsumowała przyjaciółka i wróciła do poprzedniej czynności.
To nie mogła być pomyłka. Przecież Louis na pewno nie jest aż tak głupi, by pomylić bilety. No chyba, że jeszcze czegoś nie wiem. Pewnie znów niepotrzebnie zaprzątam sobie głowę jakimiś błahostkami. W końcu nie przyszłam tu, by kibicować, tylko pomóc dzieciom. Co innego, że bardzo lubię piłkę nożną i oglądanie meczów jest moim jedynym, wspólnym zajęciem z ojcem. Mam nadzieję, że Tomlinson umie jednak grać i nie będę musiała słuchać narzekań Allen, która w tym momencie założyła kaptur na głowę, a do uszu słuchawki. Na ten widok zaśmiałam się pod nosem, ale sama nie poszłam w ślady koleżanki, gdyż chciałam zobaczyć grę.

Długo nie musiałam czekać, bo już po chwili na boisku pojawili się wszyscy gracze. Muszę przyznać, że wyglądało to słodko, gdy Louis szedł z małą dziewczynką, która była ubrana w strój ich drużyny. Uśmiech sam się wkradł na mą twarz. Pomału zaczynałam sama siebie nienawidzić za to, że mam coraz lepsze podejście do sąsiadów. Lou trzymał w wolnej dłoni mikrofon, do którego wygłaszał swą mowę. Dziękował wszystkim za przybycie i pomoc dzieciom z hospicjum. Co chwilę powtarzał "wielkie dzięki", co było dość śmieszne, bo ileż można powtarzać jedno i to samo?
Gdy w końcu skończył mówić, nadeszła pora na oficjalnie rozpoczęcie meczu. Kapitanowie obu drużyn stanęli naprzeciw siebie, a obok nich sędzia, który rzucał monetą. Mecz rozpoczynała drużyna, której teoretycznie miałyśmy kibicować z Vanessą.

Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 2:0 dla drużyny Louisa. Muszę przyznać, że niepotrzebnie się martwiłam umiejętnościami chłopaka, gdyż grał bardzo dobrze. Gdybym nie wiedziała, że jest piosenkarzem, pomyślałabym, że jest profesjonalnym piłkarzem. Vanessa wyciągnęła słuchawki z uszu i, już chciała coś powiedzieć, lecz nagle zgasły wszystkie światła, które oświetlały boisko.

- Co tym razem? - Spytała blondynka z wymalowanym grymasem na twarzy.
- Chyba nie chcę wiedzieć. - Zrezygnowana podeszłam do barierek, Vanessa uczyniła to samo. Zaczęłyśmy się rozglądać, ale nic nie widziałyśmy, gdyż była już późna godzina.
- Tam! - Blondynka wskazała palcem w miejsce, które zostało podświetlone. - Czyż to nie jest Twój czaruś? - Szturchnęła mnie ręką, ale nie zareagowałam, bo patrzyłam z nie do wierzeniem na sam środek boiska.

Stał tam, nie kto inny, jak Liam Payne. W ręce trzymał mikrofon, a reflektory oświecały tylko jego. Widziałam, że był bardzo zestresowany, gdyż ręce mu się trzęsły i to tak, że nawet z tak daleka mogłam to dostrzec. Jednak największym zdziwieniem dla mnie był jego nowy wygląd. Ściął włosy, na bardzo krótkie, a na przedramieniu miał tatuaż, którego nie mogłam odczytać. Podobała mi się ta zmiana, ale to nie był już mój Liam. Poczułam ukłucie w sercu. Teraz tak naprawdę, dopiero doszło do mnie, to że oboje się zmieniamy, nie jesteśmy już dzieciakami sprzed dwóch lat. To uczucie sprawiało, że część mnie czuła się, jakby przestawała istnieć. Ta cząstka, która wciąż wierzyła, że jeszcze będziemy jak kiedyś, traciła na mocy i pomału zanikała. Czułam jak zaczynają mnie piec oczy, ale nie mogłam pozwolić, by wypłynęła z nich chociażby jedna łza. Nie tutaj, nie przy wszystkich i najważniejsze - nie przy Liamie.

- Pewnie wszyscy się zastanawiają, co mam tak ważnego do powiedzenia, że wtrącam się podczas przerwy w meczu. - Chłopak nabrał głośno powietrze do płuc. - Jestem tu, by prosić moją przyjaciółkę. Tak, Rachel, przyjaciółkę, bo wciąż nią dla mnie jesteś. - Tu zwrócił się do mnie. - Chcę Cię prosić o rozmowę. Wiem, że inaczej nie dopuścisz mnie do siebie i nie dasz szansy na wytłumaczenie. - W tym momencie jeden z reflektorów został skierowany na mnie, co mnie oślepiło i przez chwilę nie mogłam widzieć twarzy szatyna. - Proszę Cię o jedną szansę, pięć minut, a potem sama zdecydujesz, co będzie dalej. - Moje oczy wreszcie przyzwyczaiły się do tego blasku. - Teraz.

Liam odwrócił się na moment tyłem do mnie, a wszyscy zgromadzeni za nim, na trybunach, podnieśli białe i czarne kartki, z których utworzył się napis: "Przepraszam". Widząc to, cała zaczęłam się trząść. Vanessa także nie mogła uwierzyć w to, co widzi, ale objęła mnie ramieniem. Nie wiedziałam, co robić. Byłam strasznie rozdarta. Li starał się i to bardzo, ale wciąż czułam złość. Targały mną wszystkie emocje. Byłam szczęśliwa za to, co robi, by mnie odzyskać, ale zarazem wściekła, że robi to publicznie i dopiero teraz.
Zrezygnowana schowałam twarz w dłoniach i wybiegłam ze stadionu. Słyszałam jeszcze jak Liam woła moje imię, ale nie mogłam zostać przy tych wszystkich ludziach, to mnie przerastało.

Gdy byłam już na zewnątrz, oparłam się o najbliższe drzewo i bezradnie przykucnęłam. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej i, chowając w nich twarz, dałam upust emocjom. Łzy bezradnie spływały po mych policzkach tworząc nieokreślone ścieżki. Płakałam nie przez Liama, a z niewiedzy. Nie rozumiałam swoich własnych uczuć i to sprawiało mi największy ból.
Nagle poczułam, jak ktoś siada obok mnie, a zaraz potem okrywa me ramiona jakimś materiałem. Dobrze wiedziałam kim była owa osoba. Przetarłam mokre oczy i spojrzałam w te brązowe tęczówki.

- Czemu teraz, właśnie teraz, chcesz mnie odzyskać? - Spytałam łamiącym się głosem. W jego oczach widziałam smutek, szczerość i nadzieję. - Czekałam dwa lata na jakikolwiek znak od Ciebie, na głupią rozmowę przez telefon, a zamiast tego dostałam rozczarowanie i ból w sercu. - Z każdym kolejnym, wypowiedzianym przeze mnie słowem, oczy Liama błyszczały coraz bardziej, a na koniec popłynęły z nich łzy, których widok przyprawiał mnie o te same doznania.
- Pojedź ze mną do domu, proszę. - Ostatnie słowo prawie wyszeptał. - Wytłumaczę Ci wszystko, ale nie tutaj. Zaraz przyjdą fotoreporterzy i fanki. - Chłopak podniósł się i wyciągnął dłoń w moją stronę. Chwilę biłam się z myślami, ale w końcu przystanęłam na jego propozycję, kiwając głową na zgodę. - Pojedziemy do domu i porozmawiamy. W ciszy i spokoju. - Wolną ręką przetarł twarz, a drugą pomógł mi wstać.

Ta podróż będzie najdłuższą drogą w całym moim życiu.

__________

Hejka Misiaki ! ♥ Macie obiecany rozdział :D Niestety wena mnie już opuszcza, a na dodatek jestem na antybiotyku i rozdział nie jest taki, jaki planowałam... Ale uwaga, teraz dobre wieści ! :D A mianowicie... Agnieszka WRACA ! <3 Mam nadzieję, że mi pomoże przy następnym rozdziale :D Cieszycie się? To teraz niespodzianka #2 ! Święta się zbliżają, więc mam dla was prezent :) Nasi kochani chłopcy, w świątecznym wydaniu i filmik, który sama stworzyłam :D ♥: LINK





31 komentarzy:

  1. o w końcu z nim rozmawia jestem ciekawa co z tego wyjdzie czekam na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudneeee . < 33 czekam na kolejny z niecierpliwościa . Zdrowiejjj :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super !!!! <3 Czekam na kolejny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Boskie . :) Nie mg sie doczekać kolejnego . :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny! Czekam na następny! Zapraszam na mojego bloga http://notidealbutmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział!!! Taki mega emocjonalny <3 lubię takie, znowu się poryczałam ale to szczegół C: Rozwaliło mnie to z małą pałą, hahaha :D
    A tak wg, Aga dostaje komputer?! nic mi ta kupa nie mówiła :D ale to bardzo dobrze :D
    Czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam łzy oczach :) czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudne . Wyczekuje z niecierpliwością następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja pierdziele!!! nie wiem co napisać, jestem w szoku-_-, płaczę ale nie wiem czy ze szczęścia czy odwrotnie, rozdzaił jest po prostu genialny!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. łoł łoł łoł kocham tego bloga, rozdziały ciekawe, długie!, interesujące, wzruszające!! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. chce już nexta nie wytrzymam tygodnia!!! :'(

    OdpowiedzUsuń
  12. podoba mi sie :) czekam na nn x I zapraszam do isebie http://ifindyourlips.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. kiedy nastepny?

    OdpowiedzUsuń
  14. KIEDY NEXT!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!??????????????????????????????????????

    OdpowiedzUsuń
  15. chce nextaa!! grożę Ci jak coś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha groźby kierujcie do Agi, bo to ona pisze następny rozdział, a ja jej tylko pomagam i podsyłam pomysły, więc nie wiem kiedy się wyrobi :D

      Usuń
    2. Oj tam ! Ja mam bardzo dużo nauki i obowiązków w domu :D
      Myślę, że rozdział będzie tak do trzech dni ^^

      Usuń
  16. umieram !!!
    dodajcie nowy !!!

    OdpowiedzUsuń
  17. KCE NEXTTTTA!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Odpowiedzi
    1. Pisałam że prawdopodobnie dzisiaj, ale jednak się nie wyrobię.
      Obiecuję, że jutro będzie ;)

      Usuń
  19. Najbardziej podoba mi się koniec ! Gratuluję rozdziału ! Czekam na następne arcydzieło !

    OdpowiedzUsuń
  20. jejku genialny rozdział <333 jestem bardzo zadowolona że trafiłam na Twojego bloga <333333

    OdpowiedzUsuń
  21. Wow. Ja też bym płakała po takich przeprosinach u na pewno bym wybaczła, także nie rozumiem Rechel. No ale okey. Kofam!

    OdpowiedzUsuń