piątek, 26 października 2012

Rozdział 3



Od ich powrotu minęły już trzy dni. Były przyjaciel codziennie podejmował próby skontaktowania się ze mną. Nie chciałam go widzieć, a tym bardziej rozmawiać. Gdy tylko widziałam jak idzie w moim kierunku, od razu przyśpieszałam kroku i wbiegałam do domu. Nic nie dało wykrzykiwanie mojego imienia, w celu zatrzymania mnie. Miałam tego już powoli dość. Miałam dość i jego, i zespołu, a także tych fanek stojących całymi dniami pod ich domem.
Po męczącej pobudce, powolnym krokiem podeszłam do auta, by ruszyć na lekcje, które i tak już trwają od kilku minut. Jednak jakoś niezbyt przejęta tym faktem zajęłam miejsce kierowcy uchylając okno, by wprowadzić do pojazdu promienie słoneczne i świeże powietrze. Już odpalałam silnik, gdy usłyszałam ten głos.

- Rachel! Poczekaj! - Zacisnęłam dłonie na kierownicy i dodając gazu odjechałam, a w bocznym lusterku zdążyłam zauważyć zasmuconego bruneta.

Nie chcę z nim rozmawiać, nie jestem w stanie. To, co zrobił dwa lata temu, zostawiło bliznę po sobie. Zresztą co on może mi powiedzieć? Że przeprasza? Że nie chciał? A może, że to dla mojego dobra? Ta... Takie teksty to tylko w jakiś dennych serialach. Jak można zostawić drugą osobę, twierdząc, że tak będzie lepiej? Lepiej dla kogo? Na pewno nie dla mnie. Moje serce wystarczająco wycierpiało przez tę rozłąkę. Te dwa lata bez niego były najgorszym okresem w moim życiu. W moim... Dla niego to były najpiękniejsze chwile, spełnienie najskrytszych marzeń.
Zostawiłam jak zwykle samochód na parkingu szkolnym i skierowałam się w stronę wejścia do szkoły. Znów musiałam tu wejść tylko po to, by podenerwować nauczycieli i posłuchać muzyki. Przez te trzy dni nauki nie robiłam nic innego. Dyrektora odwiedziłam dopiero raz, ponieważ nauczyciele myślą, że jestem niemiła ze względu, iż boję się nowej klasy i otoczenia. Jasne, jasne.
Spóźniona jak zwykle, weszłam powolnym krokiem do sali matematycznej. Krótkie pouczenie, że nie powinnam się spóźniać i tyle. Jak każdego dnia usiadłam w ostatniej ławce i nie przejmując się gadką nauczyciela na temat funkcji liniowej, włożyłam słuchawki do uszu. Muzyka działała na mnie uspokajająco i pozwalała zamknąć się w swoim własnym świecie.

Gdy wreszcie wybiła godzina 15:30, po całej szkole rozbrzmiał dzwonek oznajmujący koniec lekcji. Szybko pozbierałam książki do torby i czym prędzej wybiegłam z budynku. Droga powrotna do domu zajęła mi nieco więcej czasu niż zwykle, a to wszystko spowodowane londyńskimi korkami. Wchodząc do domu, poczułam piękny zapach, więc udałam się w kierunku, z którego się wydobywał. Ku mojemu zaskoczeniu przywitał mnie obraz krzątającej się po kuchni mamy, która zawzięcie kuchciła jakąś potrawę.

- Co robisz? - Zajęłam miejsce przy stole, przyglądając się poczynaniom rodzicielki.
- O, hej skarbie - przerwała czynność i posłała czuły uśmiech w moją stronę. - Przyrządzam dania na kolację. - Usiadła naprzeciw mnie i objęła moje dłonie swoimi. - Rachel mam do Ciebie ogromną prośbę. - Wpatrywała się we mnie tym przenikającym wzrokiem i już zaczęłam się obawiać, co mogła wymyślić.
- Mam się bać? - Zmrużyłam oczy, na co kobieta zareagowała perlistym śmiechem.
- Oczywiście, że nie, córciu. Po prostu zaprosiłam do nas koleżankę z pracy wraz z mężem i ich córką. - Moja pierwsza reakcja? Skwaszona mina na wieść, że po naszym domu będzie paradował jakiś bachor, który pewnie szaleje za gwiazdkami Disney'a.
- W takim razie bawcie się dobrze, a ja spędzę ten czas w swoim pokoju. - Już miałam wstać od stołu, lecz mama w ostatniej chwili złapała mnie za nadgarstek.
- Rachel, proszę Cię, zrób to dla mnie i spróbuj chociaż grzecznie zjeść kolację. Wiem, że Cię stać na to - kąciki jej ust uniosły się lekko do góry. - Allenowie to naprawdę bardzo sympatyczni ludzie, a ich córka chodzi do Twojej szkoły. Może się już znacie? - Allen... Coś mi świta, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć o kogo chodzi.
- Możliwe - odparłam beznamiętnie. - To, o której planują się tu zjawić? - Słysząc te słowa mama rozpromieniła się i pocałowała mnie w policzek.
- Umówiliśmy się na 19, także masz jeszcze 2 godziny na przygotowanie się.
Skinęłam głową i, biorąc jabłko z miski, skierowałam się na piętro.
- A! Jeszcze jedno... - stanęłam na schodach i odwróciłam się w stronę kuchni z pytaniem wymalowanym na twarzy. - Przygotowałam Ci ubranie, zostawiłam je na łóżku.
- Jeśli jest to sukienka, to możesz mieć pewność, że mnie w niej nie zobaczysz.
- Spokojnie kochanie. Wiem, że nie chodzisz w sukienkach od czasu... - mama się zasmuciła na moment, ale i tak nie dałam jej dokończyć.
- Nieważne... - Nic więcej nie dodałam.

Gdy już znalazłam się w pokoju, rzuciłam torbę na wielkie łóżko, które bez problemu pomieściłoby ze cztery dorosłe osoby. Tak jak uprzedziła mnie mama, znalazłam na nim przygotowany wcześniej przez nią zestaw. Tak naprawdę to nie miałam najmniejszej ochoty męczyć się z tymi ludźmi, ale przynajmniej sprawię radość rodzicom.
Wyjęłam z szuflady czystą bieliznę, z którą udałam się do mojej własnej łazienki, by wziąć orzeźwiający prysznic. Po skończonej czynności założyłam koronkowe figi i stanik. Paradując w samej bieliźnie, wysuszyłam włosy, które później wyprostowałam i zrobiłam lekki makijaż. Następnie ubrałam na siebie białe szorty, czarny top z zamkiem i tego samego koloru balerinki. Na koniec wyjęłam z szkatułki znajdującej się na biurku kolczyki i pierścionek. Muszę przyznać, że całość prezentowała się nawet nie źle, chociaż nie jest JUŻ w moim stylu
Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie, według którego zostało jeszcze 36 minut do przyjazdu znajomych mamy. Mój organizm domagał się dymu nikotynowego, ale musiałam wytrzymać, aż do końca kolacji. Nie mając nic do roboty zeszłam do jadalni, by pomóc w przygotowaniach. Gdy już wszystko było gotowe, przeszliśmy z tatą do salonu, by spędzić ostatnie minuty przed telewizorem.

- Jak Ci się podoba w nowej szkole? - Zagadnął ojciec wpatrując się w jakiś durny program o nastoletnich matkach.
- Umm... Może być - skłamałam z nadzieją, że o nic więcej nie spyta.
- A jak relacje z Lia...
- Jeśli zamierzasz o nim rozmawiać, to nic tu po mnie. - Zdenerwowana wstałam z sofy i wbiegłam po schodach do mojego królestwa.

Czemu oni mi nie dadzą świętego spokoju? Czemu im tak zależy na nim? Rzuciłam się na łóżko i spod poduszki wyciągnęłam paczkę papierosów. Nałóg pomagał mi odreagować i uspokoić myśli z NIM związane.
Już miałam otwierać okno, gdy ujrzałam bruneta z blond pasemkiem na środku tej, jak dla mnie za idealnej fryzury. Co on, chce się upodobnić do szopa, czy jakiejś innej wiewióry? Wychylał się za okno, co chwilę to wypuszczając kłęby szarego dymu. Coraz bardziej żałowałam, że dostałam pokój z widokiem na ich dom.
Zrezygnowana odłożyłam opakowanie na stare miejsce. Trudno, będę musiała się jeszcze pomęczyć.
Słysząc dzwonek ogłaszający przybycie gości, wzięłam parę głębokich oddechów. Powoli zeszłam na korytarz, gdzie rodzice witali już gości.

- Dobrze, że już jesteś kochanie - mama objęła mnie ramieniem jak małe dziecko, co nie bardzo mi się spodobało, ale przybrałam na ustach wymuszony uśmiech. - Poznajcie naszą córkę... - z za pleców pani Allen wyłoniła się ciemnooka blondynka.
- Rachel?!
- Vanessa?! - Wykrzyczałyśmy równocześnie zdziwione swoją obecnością. - Co Ty tu robisz? - Nie wiedziałam jak zareagować. Co prawda chodzimy razem do klasy, ale nie znamy się. Zamieniłyśmy ze sobą chyba jedno zdanie pierwszego dnia szkoły i to by było na tyle.
- Zostałam zmuszona przez o tą tu dwójkę - wskazała niechętnie na swych rodziców - do przyjścia tutaj i poudawania kochającą się rodzinkę. - Wywróciła oczami, co mnie rozbawiło.
- Skoro się już znacie, to może zasiądźmy do stołu. - Tata zakomunikował, a wszyscy udali się za nim do jadalni.

Kolacja minęła nawet ciekawie. Na szczęście miałam miejsce koło Vanessy, która ciągle odpyskiwała swojemu ojcu lub bawiła się jedzeniem, co było nawet śmieszne. Gdyby nie ona, zanudziłabym się na śmierć.

- Patrz - wskazała na pulpecika, z którego uformowała głowę przyozdobioną warzywami. - Jestem Barack Obama, głosujcie na mnie to oddam wam ziemniaka. - Próbowała naśladować głosem prezydenta.

Zareagowałam niepohamowanym śmiechem, do którego Van zaraz dołączyła. Muszę przyznać, że polubiłam tę dziewczynę. Nie udaje nikogo kim nie jest, robi co chcę i na pewno nie da sobą pomiatać. Po zjedzeniu rodzice udali się z państwem Allen do salonu na pogaduszki, a ja zakomunikowałam im, że posprzątam po kolacji. Vanessa, nie chcąc słuchać nieciekawych tematów dorosłych, zgłosiła się do pomocy w kuchni.

- To jak Knight jutro jakiś mały odpalik w szkole? - Uniosła zadziornie brwi wycierając umyte przeze mnie naczynia.
- Kusząca propozycja - zaśmiałyśmy się jednocześnie.
- Pomyślmy, jakie są jutro lekcje... - podrapała się palcem wskazującym po brodzie z zamyślonym wzrokiem.
- Z tego co pamiętam, jutro jest matematyka ze starą jędzą - Van w odpowiedzi otrząsnęła się jakby była przerażona.
- Ach... Wymyśliłam ! –Podskoczyła, przy czym uderzyła głową w szafkę. Walnęłam się otwartą dłonią w czoło, a zaraz potem wybuchnęłyśmy śmiechem.
- To teraz mnie oświeć tym genialnym planem, dzięki któremu nabiłaś sobie guza. - Podałam dziewczynie worek z mrożonkami, by przyłożyła do obolałego czoła.
- Przyjdź jutro punktualnie na lekcje, a ja się troszkę spóźnię. Wpadnę do klasy, przepraszając za spóźnienie. Po jakiś 10 minutach wypuszczę z torby moje cztery szczury, które będą miały przyczepione karteczki z numerkami 1, 2, 4, i 5. - Wpatrywałam się w blondynkę wywalając na nią oczy. - A teraz najlepsze - wyszczerzyła się w zabawnym uśmiechu. - Gdy we dwie już pozbieramy zwierzaki, oznajmimy tej starej flądrze, że nie ma numeru 3, a szczurów było pięć. - Nie wytrzymałam i wyobrażając sobie ten widok zaniosłam się śmiechem.
- Hahaha, jesteś… hahaha … nie hahaha … możliwa.
- Możliwe, ale flądra będzie przerażona i nas zwolnią z tej ostatniej lekcji - zaśmiała się złowieszczo, co wywołało kolejną falę śmiechu.

Posiedziałyśmy jeszcze chwilę w kuchni, rozmawiając o różnych błahostkach. Dowiedziałam się, że dziewczyna także pali i ma swoje specjalne miejsce w szkole przeznaczone do tego. Po jakimś czasie państwo Allen oznajmili, że muszą się już zbierać, więc pożegnałam się z nimi, a z Van wymieniłyśmy się numerami telefonu.

Od tej nagłej ilości humoru zrobiłam się śpiąca, wiec życzyłam rodzicom dobrej nocy i udałam się do swojego pokoju. Nie spodziewałam się, że kogoś polubię w nowej szkole, a już tym bardziej tego, że będę jeszcze wstanie śmiać się tak, jak kiedyś. Sama już zapomniałam, jakie to wspaniałe uczucie. Byłam wdzięczna mamie za ten pomysł z gośćmi. Będę musiała z nią jutro o tym porozmawiać.
Wchodząc do pokoju, pierwsze, co zrobiłam, to wyjrzałam przez okno, by ukradkiem sprawdzić czy nie ma tam przypadkiem chłopaka sprzed niecałych 3 godzin. Odetchnęłam z ulgą, widząc, że w oknie nikogo nie ma i mogę spokojnie zaciągnąć się upragnionym dymem. Wyjęłam paczkę z kryjówki i, wyciągając jednego papierosa, usiadłam na parapecie. Otworzyłam okno na oścież i wypuściłam szary dym z płuc. Poczułam przyjemną ulgę rozchodzącą się po całym ciele. Zamknęłam oczy i byłam już w swoim własnym świecie.

- Bad girl hm? - Prawie wypadłam przez okno, gdy usłyszałam męski głos.
- Coś masz z głową ?! - Wykrzyczałam krztusząc się przez to nagłe pojawienie się bruneta. - Mogłam spaść idioto. - Chłopak wzruszył ramionami, a ja już chciałam się zbierać, chociaż nawet nie dokończyłam papierosa.
- Czekaj - zawołał członek znienawidzonego przeze mnie zespołu. - Nie gryzę - posłał zapewne firmowy uśmiech, który miał zrobić na mnie wrażenie.

Biłam się z myślami. Zostać i skończyć palić, czy dać sobie spokój i położyć się spać? Trudno, zaryzykuję, w końcu mam dobry humor i nawet ten chłoptaś mi go nie zepsuje. Wyłożyłam się wygodnie na parapecie, zaciągając się na nowo. Sąsiad poszedł w moje ślady i, trzymając papierosa w ustach, szukał czegoś po kieszeniach.

- Masz może zapalniczkę? - Wzruszając ramionami, rzuciłam poszukiwany przez niego przedmiot.
- Bad boy huh? - Skopiowałam jego pytanie unosząc jedną brew ku górze. Czemu ja się w ogóle włączam w konwersację z tym lalusiem?
- Tak wyszło - oddał mi tak zwanego "ognia" - Dzięki.
- Nie ma sprawy.
- Długo palisz? - Spytał po pewnym czasie.
- Niecałe dwa lata. Jak dużo palisz? - Nie powiem, to pytanie mnie ciekawiło, gdyż dopiero co, widziałam go z papierosem.
- Paczkę dziennie - zamyślił się chwilę. - W gorsze dni do trzech. - Wywaliłam na niego oczy. Nawet ja tyle nie potrafię wypalić.
- Wow. No nieźle... Zły chłopaczek w skórze, z papierosem i tatuażami?
- Tak wyszło - ponowił odpowiedź, puszczając mi oczko, a na policzkach poczułam piekący żar. - Tak w ogóle to jestem Zayn - posłał uśmiech w moją stronę.
- Rachel - mimowolnie kąciki ust uniosły się lekko do góry.

Chłopak opowiedział mi, jak to się stało, że popadł w nałóg. Mówił, że manager i chłopcy ciągle go namawiają do rzucenia tego "świństwa", ale nikt go nie rozumie. Rozmowa przeszła nam zadziwiająco przyjemnie, a ja nawet prawie zapomniałam, że Bad boy jest z TEGO zespołu. Miał farta, że miałam zadziwiająco dobry humor, bo gdyby nie spotkanie z Vanessą i spędzenie wspólnie tych paru godzin, nie chciałabym być na jego miejscu. Całe szczęście nawet nie próbował podejmować zakazanego, jak dla mnie tematu. Nawet nie użył ani razu jego imienia, za co byłam mu wdzięczna. Powieki odmawiały mi już posłuszeństwa, więc oznajmiłam, że idę spać, na co Zack, czy jakoś tak, życzył mi kolorowych snów. Zmyłam makijaż, wzięłam szybki prysznic, by zmyć zapach nikotyny, wykonałam jeszcze ostatnie czynności przed spaniem i w piżamie, składającej się z podkoszulka i damskich bokserek, odpłynęłam do krainy snów…



Vanessa Allen

Urodzona: 13.02.1995
Znak zodiaku: Wodnik
Miejsce urodzenia: Bristol
Aktualne miejsce zamieszkania: Londyn
Rodzeństwo: brak
Wzrost: 172 cm
Waga: 56 kg
Zainteresowania: Rysowanie
Lubi: Imprezy, tatuaże, chłopców
Nie lubi: Nauczycieli, nudziarzy i plastikowych lasek
Inne: Od trzech lat nałogowo pali, nie ma dobrych kontaktów z rodzicami, jest bogata
__________

Dziękujemy za wszystkie komentarze oraz zapraszamy do zakładki Bohaterowie i Zwiastun do oglądnięcia filmików :)
Informacje o nowych rozdziałach na tt: 
@Joan94x i @Aga_Damian

14 komentarzy:

  1. hahahahhahaha pomysł ze szczurami niezły!! jetsem ciekawa co dalej i jak potoczy sie znajomość Rachel i Zayna czekam na kolejny Paulina xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne, boskie, wspaniałe.! Uwielbiam to opowiadanie.!
    Pomysł ze szczurami był the best :P Jestem ciekawa czy wypali... A co do znajomości Rachel i Zayn'a to fiu fiu... Coś się kroi :P To będą takie potajemne spotkania w oknach, hehe:P
    Życzę weny i pozdrawiam.!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, czekam na nn. . :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahahahaa Co on, chce się upodobnić do szopa, czy jakiejś innej wiewióry?- hahahahahahahahah :D Świetny rozdział! Jak ja lubię przypały w szkole, a zwłaszcza miny nauczycieli xD Zajebisty rozdział! Robi się coraz ciekawiej i coraz fajniej C:
    Czekam z niecierpliwością na następny <3 :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha dobre było z tym szopem i wiewiórą ; D
    Kiedy kolejny rozdział ?! Już nie mogę się doczekać tej akcji z tymi szczurami ^ ^ Sama muszę to kiedyś wypróbować w swojej szkole ; 3

    Pozdrawiam Mila z http://fable--or-dream.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. BŁAGAM O NASTĘPNY!!!!! Zapraszam na mojego bloga http://notidealbutmylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział ;)

    www.youaremywonderwallxx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział !

    OdpowiedzUsuń
  9. bad boy from Bradford and bad girl from Wolverhampton <333 hahaha świetny rozdział lepszy niż te pozostałe . :D po prostu geniuszz xxd widać rozwój Twoich umiejętności pisarskich <33333333333333333

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawa rozmowa Zayna z Rachel. Nie mogłam ogarnąć sytuacji, ale i tak świetne!

    OdpowiedzUsuń